Sonata Właściwie-Nie-Kreutzerowska

Główna / Rozmaitości / Sonata Właściwie-Nie-Kreutzerowska

Sonata nr 9 op. 47,  znana lepiej jako Sonata Kreutzerowska jest jednym z najszerzej znanych i najczęściej wykonywanych utworów skrzypcowych Ludwika van Beethovena. Pełna emocji i gwałtownych zmian nastroju muzyka stała się inspiracją dla wielu innych dzieł, w tym słynnej noweli Lwa Tołstoja (które z kolei stało się inspiracją dla kolejnych artystów).

Określenie “kreutzerowska” pochodzi od nazwiska Rudolphe’a Kreutzera, wybitnego francuskiego skrzypka i pedagoga, uważanego w tamtych czasach za największego wirtuoza skrzypiec, któremu Beethoven dedykował sonatę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że panowie właściwie się nie znali, Kreutzer twórczości Beethovena nie poważał, a samą sonatę uznał za “kompletnie niezrozumiałą i nienadającą się do grania” i nigdy jej nie wykonał. Być może zresztą poczuł się dotknięty faktem, że była to dedykacja “z drugiej ręki”, a utwór miał już swoją premierę w wykonaniu innego wirtuoza.

Pierwotny tytuł utworu brzmiał bowiem: Sonata mulattica composta per il mulatto Bridgetower, gran pazzo e compositore mulattico. Kim był ten tajemniczy, zapomniany przez historię pierwszy wykonawca sonaty, George Bridgetower?

Wiele w jego postaci było rzeczy niezwykłych, począwszy od daty urodzenia – urodził się 29 lutego 1778 roku w Białej (obecnie część Bielska-Białej),  jako syn byłego niewolnika, czarnoskórego uciekiniera z Barbadosu, awanturnika i poligloty, który podawał się także za afrykańskiego księcia – oraz polskiej służącej. Oboje byli na służbie u księcia Esterhazy’ego, który był mecenasem Haydna. Słynny kompozytor zachwycił się grą wybitnie uzdolnionego chłopca i swoją protekcją umożliwił mu debiut w Paryżu, w wieku zaledwie 10 lat, sensacyjnie przyjęty przez publiczność. Następne jego koncerty w Anglii przyciągnęły uwagę angielskiego następcy tronu, późniejszego króla Jerzego IV, który zatrudnił utalentowanego chłopca, co pozwoliło mu na dalszą naukę i rozwój kariery.

W czasie podróży po Europie w 1803 roku Bridgetower odwiedził Wiedeń, gdzie miał okazję poznać Ludvika van Beethovena i wystąpić z nim. Kompozytor zachwycił się jego wirtuozowską, pełną emocji i pasji grą, nazywając go “szalonym geniuszem”. Ta znajomość po części zainspirowała Beethovena, który zaproponował Bridgetowerowi wspólne premierowe wykonanie powstającej właśnie dziewiątej sonaty skrzypcowej. 

Koncert zaplanowano o nietypowej godzinie – ósmej rano. Mimo wczesnej pory sala była pełna, a wśród publiczności znalazło się wiele wybitnych postaci. Beethoven, który kończył manuskrypt w ostatniej chwili wstał w środku nocy, żeby przygotować kopię nut partii skrzypcowej, co udało mu się tylko częściowo. Na żadną próbę nie wystarczyło już czasu, więc Bridgetower grał a vista, w środkowej części zmuszony do czytania nut Beethovena przez ramię, nie mając własnej kopii. Mimo tych niedogodności sonatę przyjęto entuzjastycznie. Wkrótce potem, gdy muzycy świętowali sukces, Bridgtower obraźliwie wyraził się o kobiecie, w której podkochiwał się Beethoven. Ten, będąc człowiekiem porywczym, zażądał zwrotu nut sonaty i wycofał swoją dedykację. Bridgetower próbował załagodzić konflikt, jednak bez powodzenia i kilka dni później wyjechał z powrotem do Anglii. Spędził tam większość życia koncertując i ucząc. Incydent z Beethovenem odebrał jednak rozmach jego karierze, która nigdy nie nabrała już wcześniejszego blasku, a ostatnie lata przeżył wręcz w ubóstwie. Do końca życia nie mógł odżałować, że słynne dzieło nieżyjącego już wtedy Beethovena powinno unieśmiertelnić jego, a nie Kreutzera nazwisko. A morał z tej historii jest taki, że brak szacunku dla kobiet może kosztować wieczną sławę…

Tak brzmi Sonata Mulattica w znakomitym wykonaniu Arthura Grumiaux i Clary Haskill:

http://youtu.be/P0_6w_H3eDA