Skrzypek. TEN Skrzypek.

Główna / Rozmaitości / Skrzypek. TEN Skrzypek.

Wysoki, szczupły, kościsty, o bladej pociągłej twarzy, długich czarnych włosach,długich rękach i dłoniach o pajęczych palcach. Zawsze ubrany na czarno. Człowiek, który zaprzedał duszę diabłu w zamian za karierę, syn diabła albo i sam diabeł we własnej osobie. Geniusz skrzypiec i chyba największy w dziejach geniusz estrady, od którego współczesne gwiazdy showbiznesu mogłyby się uczyć. Ekscentryk, uwodziciel, narkoman i hazardzista. Był legendą już za życia i  jest nią nadal, choć właśnie dziś mija 230 lat od jego narodzin.

Ojciec zaczął go uczyć gry na skrzypcach gdy tylko był na tyle duży, żeby móc utrzymać instrument, a potem zapewnił najlepszych nauczycieli. Wielki talent dla rozwoju wymaga wielu ćwiczeń, a do wielu ćwiczeń potrzebna jest silna motywacja. Tutaj ojcowski sposób był bardzo prosty – mocna rózga, użyta bez zbędnych wahań tak często jak potrzeba zapewniała ćwiczenie przez dziesięć godzin dziennie.

Jako czterolatek popadł w katalepsję, i uznany za martwego prawie został pogrzebany żywcem – na szczęście ktoś zauważył poruszenie ręki zanim trumna została zamknięta. Po śmierci odmówiono mu pochówku w poświęconej ziemi, a jego ciało spoczywało po kolei w sześciu różnych grobach. 

Podobno to diabeł kierował jego ręką na scenie, czasem zresztą widywano przemykającą gdzieś w kulisach postać z rogami.  Tajemnicza odziana na czarno postać o twarzy zasłoniętej szerokim rondem kapelusza zawsze obserwowała jego występy z widowni. Podobno zamordował jedną z setek swoich kochanek, a jej duszę uwięził w swoich skrzypcach. Podobno nie było kobiety, która mogłaby się oprzeć jego diabolicznemu urokowi.

Jako pierwszy grał solo z pamięci. Jako pierwszy zamienił koncert w show. Jako pierwszy instrumentalista zrobił międzynarodową karierę. Jako pierwszy muzyk wzbudzał aż takie emocje. Trudno wręcz wyliczyć rzeczy, które jako pierwszy wprowadził w technice skrzypcowej. Jego występy inspirowały Liszta i Chopina, a jednocześnie porywały tłum.

Na jednym z koncertów w trakcie trudnego szybkiego pasażu pękła jedna ze strun. Publiczność wstrzymała oddech, a on nie przerywając dokończył utwór na pozostałych strunach. Wrażenie, jakie w ten sposób wywarł na publiczności było tak ogromne, że wkrótce na kolejnych koncertach kłopoty ze strunami zaczęły się powtarzać regularnie, pękała jedna, potem dwie, a wreszcie trzy – tak, że pozostawała tylko jedna, na której wciąż można było zagrać ostatni punkt programu – na przykład wariacje na temat Rossiniego. Taki koncert musiał pozostawiać niezapomniane wrażenie. Możemy sobie tylko to wyobrażać, zamknąwszy oczy słuchając wykonania Leonida Kogana.